Obozy Medtronic

Obóz konny zorganizowany dla młodych diabetyków to kolejna akcja firmy Medtronic pokazująca, że dzieci z cukrzycą mogą i powinny mieć szanse na atrakcyjne wakacje. W lipcu 2008 roku piętnaścioro dzieci z cukrzycą wzięło udział w obozie konnym w Pajtuńskim Młynie na Mazurach. Obóz dla dzieci pochodzących z całej Polski zorganizowała i sfinansowała firma Medtronic Diabetes – producent najpopularniejszych w Polsce pomp insulinowych. Oto reportaż z tego wydarzenia oraz list, który organizatorzy otrzymali od rodziców dziewczynki, która brała udział w obozie.


Przeczytaj również o Junior - Cup.15


SZKOŁA SAMODZIELNOŚCI W SIODLE
Dzieci z cukrzycą są takie same jak inne i powinny mieć takie samo dzieciństwo i takie same możliwości jak dzieci bez cukrzycy. Tak… Teoretycznie wszyscy się z tym zgadzają. To takie szlachetne tak twierdzić. Ale dzieje się tak często do momentu, kiedy sami staną przed wyzwaniem opieki bądź też stworzenia właśnie takich możliwości dzieciom z cukrzycą. I wtedy zaczynają się schody. Trzy albo jeszcze więcej. Bo „wolałabym, żeby Pani z nami jechała na taki wyjazd”, „no wie Pani – nie mamy takich możliwości, aby opiekować się specjalnie Pani dzieckiem”. Efekt jest taki, że dzieci – chcąc czy nie chcąc – rezygnują. Nie zawsze jednak tak się dzieje. Nie zawsze muszą rezygnować.

Poczucie własnej wartości
- W Zebrze przeczytałem o konkursie, w którym nagrodą było uczestnictwo w obozie konnym dla dzieci z cukrzycą. Konie to pasja mojej córki. Ale mieliśmy problem, ponieważ na obozy konne, które są organizowane dla dzieci zdrowych nie chcą zabierać dziecka z cukrzycą. Czy mogliby Państwo dać namiary na organizatora?
To fragment rozmowy telefonicznej, z której wynikło przybycie do Pajtuńskiego Młyna jednego z piętnaściorga dzieci, które chciały jeździć konno. Organizatorem i jedynym sponsorem obozu była firma Medtronic Diabetes, której szef – Jacek Pokorski – jest zdeklarowanym „koniofilem” – instruktorem jazdy konnej, który skończył również kurs hipoterapii.
- Może zabrzmi to zbyt reklamowo, a nie chciałabym, ale Medtronic oprócz sprzedaży pomp insulinowych stara się dbać o to, by ludzie z cukrzycą żyli normalnie, żeby ich możliwości startu w niczym nie różniły się od tych, których nie dotknęła choroba. Oprócz sprzętu, który to umożliwia, trzeba dawać wiarę w siebie, budować samodzielność i poczucie własnej wartości. I w przypadku tych dzieci trzeba zaczynać właśnie teraz – kiedy mają po 10 – 15 lat – mówi koordynator obozu Magda Zadora.

Pytań przed wyjazdem było sporo, między innymi takie: czy mogę gdzieś tam obok zamieszkać i być blisko? Dla większości dzieci i rodziców był to precedens. Po raz pierwszy ich dziecko zostawało samo.

Na miejscu
Pierwszy dzień. Przepięknie świeci słońce. A młyn? To magiczne miejsce. Droga brukowana końskimi łbami. Wokoło przepiękna zieleń. Środek lata. Już tu zaczyna się inna rzeczywistość. Ciężko tu trafić – narzekają niektórzy rodzice. Przejechali czasem 100, czasem 600 km.
- Ostatni odcinek jechaliśmy dłużej niż całą poprzednią drogę – mówi mama Madzi. Madzia ma 9 lat. Przyjechała do Pajtun z Marcinkowic. Rodzice jechali z dwójką małego rodzeństwa 600 km, aby przywieźć ją tutaj. Droga skręca w prawo, za rogiem widać rozlewisko Kośny. Wszystko tonie w zieleni. Woda odbija refleksy. Przed samą zaporą rosną set letnie drzewa. Gdy przekracza się zaporę, oczom ukazuje się pajtuńskie królestwo. Na środku figurka Świętego Nepomucena otoczona wysokimi krzewami. Po lewej stara Młynarzówna, która gości w swoich pokojach dzieciaki i pięcioosobową kadrę: trzech lekarzy, pielęgniarkę, wychowawczynię. Tu znajduje się jadalnia i tu wokół kuchni często toczy się życie. Zapach ciasta drożdżowego z jagodami – specjalność Pani Łucji – czaruje to miejsce za każdym razem. To też miejsce wieczornych spotkań przy kominku.
Za Nepomucenem stajnia. Taka prawdziwa, stara, mazurska stajnia, z cegły pomieszanej z kamieniem. Pachnie sianem. Wszędzie plączą się małe pieski – pięć czy siedem. Trudno je zliczyć. Włażą dzieciom na kolana. A one z przyjemnością im na to pozwalają. Trzeba uważać na kucyki, które również przemierzają dzieciniec w tę i z powrotem – plącząc się między przyjeżdżającymi i wyjeżdżającymi. Skubią trawę na dużym dziedzińcu.
Przestrzeń dziedzińca zamyka wielka, przeogromna szopa – miejsce bitwy w sianie, rozgrywek w siatkówkę oraz budowania i malowania twierdzy. Raj dla dzieci.

W Młynie, ze starymi jak świat krokwiami, drewniana surowa podłoga, i przez okno wpadający szum spadającej wody. Kiedy jest cicho i zamknie się oczy słychać przesypujące się zboże. Lekki chłód. Na tarasie przed młynem przygotowana naprędce recepcja – każdy musi się odmeldować i zdać relację ostatnich cukrzycowych perypetii. To miejsce codziennie zmienia swoje przeznaczenie. Tu dzieciaki któregoś dnia robią tabliczki z imionami koni, które później zawisną w stajni przy każdym boksie. Zabawa przednia: deski, farby, pisaki, młotki, gwoździe, wstążki, sztuczne kwiaty…. Podczas jednego z wieczorów zorganizowano tu letnie kino. Tutaj też odbyła się dyskoteka z prawdziwego zdarzenia, z dymem i kolorowymi światłami. £

Wsparcie
Monika, chce zostać fryzjerką. Wkrótce pójdzie do szkoły w Olsztynie, gdzie będzie się uczyła w tym kierunku. Jest najstarsza wśród obozowiczów. Mieszka w małej miejscowości pod Olsztynem. Początki z chorobą nie były łatwe. Po powrocie ze szpitala koleżanki zaczęły jej unikać. Przestały z nią rozmawiać. Któregoś dnia stanęły w kupce i zdobyły się na odwagę. – Czy to jest zakaźne? … Monika przed dyskoteką układa dzieciakom fryzury. Są zachwycone. Została wybrana najsympatyczniejszą obozowiczką. Codziennie wieczorem dzieci przyznawały punkty w tym konkursie.
– A ja chciałam przyznać punkt Kasi za przyniesienie mi soku, kiedy miałam niedocukrzenie.
- A ja Monice, że zawsze pomaga jak się ją o coś poprosi… - przekrzykują się dzieci.
- Bardzo się cieszę, że mogłam tu przyjechać i zająć się tą cukrzycą. Trochę to wszystko zaniedbałam ostatnio – zwierza się Monika. A tu widzę, że można dbać o to i że się udaje.
Monika w ostatni wieczór dostała nagrodę. Pluszowego konia na patyku. Bardzo się ucieszyła.

Konie
Euforia, Lotos, Osa, Lotka, Emocja, Droga, Alpin, Arka, Bursztyn, Decuria, Diana, …. konie, konie, koniki, kucyki. Świat, którym rządzi Pan Michał. Michał Kowalski jest instruktorem jazdy konnej i idolem wszystkich uczestników obozu. Ma nieprawdopodobne podejście do dzieci, patrzą w niego jak w obrazek. Co Pan Michał powie to świętość i prawda.
- Bardzo żałuję, że wyjechały. Za krótko. Ja nigdy nie spotkałem się z dziećmi z cukrzycą, w zasadzie, z żadną poważną chorobą. Teraz dopiero widzę, co to znaczy… One są nieprawdopodobne na tle innych dzieci, z którymi pracuję: bardzo zdyscyplinowane i obowiązkowe. Do przedwczoraj się bały. Ale wczoraj widziałem coś niesamowitego w ich oczach, taką pasję jak u Łukasza i Mateusza, z którymi galopowaliśmy poza zajęciami z grupą. Tego im trzeba było… Szkoda, że wyjechały - mówi po zakończeniu obozu, kiedy młyn pustoszeje i przygotowuje się na przyjazd następnych gości.
Oprócz codziennych jazd dzieci mają dyżury w stajni. Każdego dnia inna para. Pomagają poić konie, karmić. Uczą się codziennej pielęgnacji zwierząt. Oprócz tego, kiedy jedna z grup, na które są podzieleni, jeździ na ujeżdżalni, druga ma zajęcia w stajni. To dobra szkoła rzetelności i samodzielności. Michał ma również wykłady z teorii jeździectwa. Podczas ogniska dzieciaki słuchają, śpiewają – nawet te dorastające – z którymi tak ciężko się dogadać. Tu nie ma problemu. Może to magia tego miejsca … Ognisko kończy się quizem z nagrodami.

23 powody
Martynka jeszcze nie ma pompy. Jako nieliczna jest na penach. Już niedługo. Pompę wygrał dla niej nauczyciel w konkursie DIABETYCY DO TABLICY. Zaraz po obozie ma być podłączona. To dobry czas, aby zapoznała się z prawdziwym życiem z pompą. Podczas spotkania w Warszawie, kiedy to nastąpiło przekazanie nagród w konkursie, padła propozycja, aby Martyna pojechała do Pajtun.
- Ale jak? Pierwsza reakcja mamy. Przecież ja zawsze jeżdżę z Martyną ??? i przerażenie w głosie. Po raz pierwszy pojawiła się wizja powierzenia komuś swojego najcenniejszego skarbu – dziecka. Ale dali się namówić. To był pierwszy tydzień, od kiedy pamiętają z mężem, kiedy mogli odpocząć od rodzicielskiej ale i trudnej codziennej troski.
- Ten odpoczynek od siebie nawzajem potrzebny jest zarówno dzieciom jak i rodzicom. Dzieci w pewnym momencie – kiedy jeszcze rodzice mają nad nimi kontrolę, powinny uczyć się odpowiedzialności za siebie, za swoją chorobę. Muszą tego uczyć się pod okiem dorosłych – ale przejmując pewną odpowiedzialność. Wtedy, kiedy wchodzą w najtrudniejszy wiek buntu i nie potrafią, wręcz nie czują odpowiedzialności za swoje zdrowie – niewiele da się zrobić. Często wymyka się to całkowicie spod kontroli. A one już wtedy powinny same wiedzieć jak żyć z cukrzycą – mówi Magda Zadora.
Martyna podała w swojej pracy, którą każde dziecko przygotowało do kroniki obozowej 23 rzeczy, które jej się podobały: jazda konna, gra w siatkówkę, przygotowania do przyjęcia wymiennikowego, przyjęcie wymiennikowe, dyskoteka, przeprowadzka do innego pokoju, spływ kajakowy, wykłady konne, ognisko, różne konkursy, robienie tabliczek z imionami koni, mój pierwszy kłus, jazda na oklep, wykonywanie kartek do rodziców, dyżury w stajni, dobre jedzenie, zabawa z pieskami, super pogoda, fajna atmosfera, bitwa w sianie, oglądanie filmu, nawet dobre cukry, fajna ekipa.

Dzieciaki mają głos
Przed drugą dyskoteką, była uczta wymiennikowa i uroczysta kolacja. Czułem się jak na jakimś przyjęciu, bo były świeczki, ciasta, tosty, sałatki, dekoracje. Był też spływ kajakami, często wpływaliśmy w trzciny, było mokro i zimno ale dało się przeżyć. Piotruś Mikołajewski

Na spływie kajakowym bardzo podobało mi się, że cały czas ktoś kogoś wpychał w trzciny. Bardzo podobały mi się konkursy na najlepszego kolegę lub koleżankę, i konkurs na najlepsze zdjęcie. W budowaniu zamku najbardziej podobało mi się malowanie. Magda Mróz

Moimi najlepszymi przeżyciami były jazdy na koniach, rozgrywki w siatkówkę, pływanie na kajakach, robienie z runa leśnego różnych przedmiotów, konkurs na najfajniejszego kolegę, były najfajniejsze panie doktorki i pielęgniarki. Jazdy na koniach – pierwsze było rozpoznanie się w stajniach i pan Michał nasz instruktor podzielił nas na dyżury stajenne. Każdy z nas wstawał po dwie osoby o 7.00, później o 7.00 wstałem poszedłem z Martyną do stajni pierwsze pan Michał kazał nam posprzątać stajnie wsypać owies dać siano zrobiliśmy to wszystko i poszliśmy na pastwisko po konie pan Michał mocnym gwizdnięciem gwizdną zaraz przywódca wybiegł ze wzgórza Alpin później Dzida mocno walczyła z Decurią wybiegły wszystkie konie znad wzgórza pobiegły do stajni. Adaś Chojnowski

Rodzice
Oto fragment listu, który organizatorzy otrzymali po zakończeniu pobytu w Pajtunach od rodziców Kasi – jednej z najmłodszych uczestniczek obozu.

Pani Magdo,
Minął już tydzień od powrotu Kasi z obozu, pora więc pozwolić ochłonąć emocjom i pokusić się o kilka uwag podsumowujących.
Zważywszy, że mimo upływu tygodnia Kasia wciąż mówi o jednym i nieustannie wspomina czas spędzony w Pajtunach należałoby wyciągnąć wniosek, że organizowany przez Panią wyjazd miał jedną, za to zasadniczą wadę - trwał zdecydowanie za krótko.
A będąc bardziej poważnym - jesteśmy pod naprawdę dużym wrażeniem profesjonalnego podejścia, jakie do organizacji obozu przejawiała cała kadra. Mamy porównanie - Kasia w zeszłym roku przebywała również na obozie konnym (który zresztą przebiegał szczęśliwie i również przyniósł naszemu dziecku dużo radości). Jednak jedynie teraz od początku do końca byliśmy całkowicie pewni, że Kasia jest pod dobrą opieką i że myśląc o jej obecności poza domem możemy zadręczać się jedynie standardowymi lękami każdego rodzica wysyłającego dziecko na kolonie lub obóz, a nie patrzeć na cały temat przez pryzmat wszechobecnej cukrzycy. Wydaje nam się, że właśnie to stanowi główną wartość Państwa inicjatywy. Dzieci chorujące na cukrzycę siłą rzeczy pozbawiane są mniejszej lub większej części własnego dzieciństwa i związanych z nim naturalnych przeżyć.
Wycieczki szkolne, zielone szkoły, weekendowe noclegi u koleżanek, a wreszcie obozy i inne wyjazdy wakacyjne to pomysły, z których niestety często trzeba rezygnować i to nie tyle z powodu lęków rodziców czy samego dziecka (choć oczywiście i te występują) ale z powodu najróżniejszych obaw osób, na których spoczywałaby podczas takich wypadów opieka. Bardzo się cieszę, że chciało się Państwu chcieć i zaangażować swój czas i siły w to by zorganizować naszym dzieciom ten tydzień.
Z uwag innych - Kasia opowiedziała nam o dniu codziennym obozu i wspólnie stwierdziliśmy, że jeżeli chodzi o opiekę wychowawczą i lekarską, to była ona nawet więcej niż "all-inclusive". Kasia pewnie ani razu podczas całego wyjazdu nie była pozostawiona sama sobie z żadnym problemem (niezależnie czy była to kwestia cukrzycowa czy życiowa).
Wydaje nam się, że taka atmosfera pomogła dziecku zarówno zaaklimatyzować się w nowym środowisku, jak i poradzić sobie z kłopotami i przykrościami, jakie przytrafiły się jej ze strony kilku koleżanek.

Dzięki temu mamy sytuację, w której Kasia wspomniała, że bywało i gorzej ale natychmiast przykrywa to wspomnieniami miłymi (których jest dużo, dużo więcej) i temat naturalnie sam się rozwiązuje i znika. To duży sukces pedagogiczny i mam nadzieję, że Państwo też tak na to patrzycie i traktujecie to jako potwierdzenie celowości wykonanej przez Was pracy.
Duże gratulacje również za pomysłowość programową. Okazuje się, że można zająć grupę nastolatków przez cały dzień również i innymi pomysłami niż oglądanie telewizji i gry wideo (a zapałka, a raczej ZAPAŁA własnoręcznie wykonana przez Kasię zajęła już należne jej honorowe miejsce w pokoju).
Kończąc tę może zbyt długą refleksję chcielibyśmy jeszcze raz podziękować za wszystko, czego mogliśmy i my i nasze dziecko doświadczyć przy okazji obozu w Pajtunach. Mamy nadzieję (naprawdę szczerą i żywą, a największą nadzieję z pewnością ma Kasia), że inicjatywa nie ustanie i w przyszłym roku będziemy mogli się ponownie spotkać przy okazji podobnego wyjazdu. Chociaż jak się nad tym do końca zastanowić, to nie ma co czekać do przyszłego roku - zima też jest piękna więc może obóz narciarski :-) ?????

Gorące pozdrowienia dla wszystkich organizatorów obozu,